Starcie dwóch Wiseł w Krakowie na remis

Starcie Wiseł w czwartej kolejce zapowiadało się bardzo ciekawie. Ostatecznie zakończył się remisem 1:1, a żałować mogą przede wszystkim gospodarze, którzy nie dość, że mieli więcej okazji, to na dodatek kończyli mecz w przewadze.

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie początek sezonu piłkarze i fani Wisły Płock. Zmiana trenera, przegrane z Lechem i Koroną na własnym obiekcie, a także remis wywieziony z Zabrza to, mimo wymagających rywali, wynik poniżej oczekiwań. W Krakowie wyglądało to trochę lepiej. Biała Gwiazda u siebie wygrała z Arką Gdynia i zremisowała Miedzią Legnica, a na wyjeździe minimalnie uległa Jagiellonii w Białymstoku. 

Pierwsze minuty spotkania były raczej spokojne, z nieznaczną przewagą Wisły. W 8 minucie rzut wolny z boku boiska wykonywał Dawid Kort, ale piłka była zagrana za głęboko. Gry piłkarzom obu drużyn z pewnością nie ułatwiał deszcz, który zawitał do Krakowa. 4 minuty później z drugiej strony boiska dogrywał Rafał Pietrzak. Dośrodkowanie dotarło do Jesusa Imaza, ale ostatecznie jego uderzenie minęło bramkę rywali. Mimo tego niepowodzenia, Imaz dalej szukał trafienia. Kilka minut później, tuż po tym, jak dostał piłkę na 40 metrze przed bramką płocczan, próbował przelobować wysuniętego bramkarza rywali. Piłka nie trafiła jednak do siatki.

Mijały kolejne minuty spotkania, a Wisła Płock nie była w stanie przeprowadzić składnej akcji ofensywnej. Gospodarze dominowali, raz po raz próbując stworzyć sytuację pod bramką gości. W 28 minucie blisko strzelenia pierwszej bramki w meczu był Kort, którego strzał z rzutu wolnego obronił Thomas Daehne.

Do 33 minuty czekali fani Białej Gwiazdy na bramkę. Ale jak już Wiślacy strzelili, to od razu jednego z najpiękniejszych goli w trwającym sezonie. Górą piłkę na środek do Rafała Boguskiego zagrała Imaz. Polak klatką piersiową zgrał do stojącego przed nim Zdenka Ondraska, a Czech z pierwszej piłki strzelił obok bezradnego Daehne.

Niestety, w pierwszej połowie gra Wisły Płock nie wyglądała dobrze. Jeżeli już gościom udawało się zdobyć przestrzeń, brakowało 2-3 podań, żeby znaleźć się pod bramką gospodarzy. Goście musieli coś zmienić, by walczyć w Krakowie nawet o punkt. Trener Dźwigała zdecydował, że na drugą połowę nie wybiegnie bezbarwny Semir Stilić. Zastąpił go Giorgi Merebaszwili.

Po 10 minutach drugiej połowy można było powiedzieć "nareszcie". Wisła Płock zaczęła pokazywać, że nie przyjechała do Krakowa na wycieczkę i w kilku sytuacjach zagroziła bramce Lisa. Aktywny w ofensywnie płocczan był przede wszystkim Ricardinho. Piłka po strzałach Brazylijczyka nie mogła jednak znaleźć drogi do siatki gospodarzy.

W 65 minucie gospodarze mieli chyba najlepszą sytuację w drugiej połowie. Imaz wyszedł sam na sam z bramkarzem gości, którego próbował przelobować, ale trafił w poprzeczkę. Dobitka Patryka Małeckiego również nie trafiła w światło bramki. Chwilę później krakowianie przekonali się, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Dośrodkował Merebaszwili, piłkę na środek głową zgrał Nico Varela, a Ricardinho wykorzystał swoją trzecią okazję w meczu i doprowadził do wyrównania.

Radość przyjezdnych nie trwała długo. Zdaniem arbitra, Patryk Stępiński faulował w jednym ze starć rywala. Piłkarz Wisły Płock, który nie zgadzał się z taką interpretacją, doskoczył do arbitra, a ten ukarał go drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką. Od tego momentu jeszcze odważniej do ataku ruszyli gospodarze. Prowadzili grę, a przyjezdni starali się przede wszystkim dotrwać do ostatniego gwizdka sędziego bez straty bramki. W 89 minucie Wisła miała chyba akcję na wagę 3 punktów. Zagranie z boku dostał Kamil Wojtkowski, ale młody Wiślak uderzając nieczysto z 11 metrów nie trafił nawet w światło bramki.

Po meczu gospodarze mają czego żałować. Wisła Płock była w ich zasięgu, właściwie już w pierwszej połowie mogli sobie zapewnić 3 punkty. Płocczanie z kolei mogą wyjeżdżać z Krakowa zadowoleni, bo wynik jest lepszy niż ich gra. 

 

RK, PilkaNozna.pl

Dodaj komentarz


Dodatkowe informacje