Grad goli w Płocku

Pierwszy mecz 22 kolejki Lotto Ekstraklasy zakończył się zwycięstwem gospodarzy. Wisła Płock pokonała na własnym boisku Górnika Zabrze (4:2).

Po 53 dniach piłkarze występujący w klubach ekstraklasy wybudzili się z zimowego snu i wrócili do walki o ligowe punkty. Już na pierwszy ogień kibice otrzymali bardzo ciekawie zapowiadające się starcie, w którym niezwykle trudno było wytypować drużynę, która ma większe szanse na zdobycie kompletu punktów.

Górnik był oczywiście rewelacją jesiennych zmagań i naprawdę niewiele brakowało, by zakończył rok na pozycji lidera. Lokata na ostatnim miejscu podium to także znakomity wynik, szczególnie jeśli weźmiemy poprawkę na to, że zabrzanie są beniaminkiem. Jeśli zaś chodzi o Wisłę, to ta cały czas balansuje na granicy grupy mistrzowskiej i spadkowej, a to oznacza, że każdy wywalczony punkcik jest dla niej na wagę złota.

Obie drużyny mierzyły się już w tym sezonie i wtedy przy Roosevelta Górnik nie dał Nafciarzom żadnych szans, wygrywając aż 4:0. Przed piątkowym spotkaniem gospodarze byli głodni rewanżu i już pierwsze minuty pokazały, że zrobią wszystko, by zacząć rundę od zwycięstwa.

Wisła przeważała, jednak pierwszego gola strzelił Górnik. W 12 minucie rzut wolny wykonał Damian Kądzior, który dośrodkował w pole karne Wisły, ale piłka pofrunęła w taki sposób, że zaskoczyła Thomasa Daehne. Sędzia w pierwszej chwili nie uznał bramki, dopatrując się faulu w polu karnym, jednak po szybkiej weryfikacji wideo Tomasz Musiał wskazał na środek boiska i goście mogli się cieszyć z prowadzenie.

Gola na swoje konto może śmiało zapisać na swoje konto Dahne, który zaczął swoją przygodę z płockim klubem o poważnego błędu.

Jak się jednak okazało, Wisła nie przejęła się zbytnio straconą bramką i bardzo szybko odpowiedziała. W 18 minucie Semir Stilić ładnie wypuścił na pozycję Konrada Michalaka, który pokazał jak wielkim atutem jest jego szybkość. Piłkarz gospodarzy mimo sporej straty do Szymona Matuszka, dogonił go bez większych problemów, wpadł z piłką w pole karne i dopełnił formalności, pokonując Tomasza Loskę.

Na kolejnego gole musieliśmy czekać do drugiej połowy, a w roli głównej ponownie wystąpił Dahne, który przy dość łatwym dla bramkarza dośrodkowaniu popełnił kolejny błąd. Golkiper Wisły nie zdołał złapać piłki, która wypadła mu z rąk, spadła pod nogę Łukasza Wolsztyńskiego, a ten skierował ją do siatki.

Górnik raz jeszcze miał problem z tym, by utrzymać prowadzenie i ponownie, po zaledwie kilku chwilach dał gospodarzom udało się odpowiedzieć. W polu karnym zabrzan znalazł się Jose Kante, który nie czekał zbyt długo z oddaniem strzału, a futbolówka po jego uderzeniu odbiła się jeszcze od słupka i wynik ponownie był remisowy.

Podopieczni Jerzego Brzęczka poszli za ciosem i w 66 minucie wyszli na prowadzenie. Stilić wyłożył przed polem karnym piłkę do Damiana Szymańskiego, a ten idealnie przymierzył i zmieścił piłkę tuż przy słupku. Loska robił co mógł, ale nie zdołał odbić uderzenia kapitana Wisły.

Losy meczu zostały przesądzone w 82 minucie, a swojego drugiego gola zdobył Jose Kante, który po dobrym dograniu z prawej strony dobił piłkę do siatki z najbliższej odległości.

Gospodarze mieli jeszcze kilka okazji, by podwyższyć wynik, jednak albo brakowało im skuteczności, albo Górnika ratowała poprzeczka. Rezultat zmianie już jednak nie uległ i po końcowym gwizdku ze zwycięstwa mogli się cieszyć gospodarze.

 

gar, PiłkaNożna.pl

Komentarze   

 
#1 andrzej 2018-02-10 13:09
Brawo Wisła, tak trymać. Jak uwierzycie w siebie, to na zakończenie sezonu może byc nawet podjum. Czas najwyższy na to, żeby na Mazowszu było wiecej silnych rdużyn niż tylko Legia. Brawa dla trenera Brzęczka za solidne przygotowanie drużyny do rewanżowej rundy rozgrywek. Powodzenia !!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Dodatkowe informacje