Stomil wyrzucił Wisłę za burtę

W czwartkowy wieczór poznaliśmy ostatni zespół, który wywalczył awans do 1/8 finału Totolotek Pucharu Polski. Atut własnego boiska wykorzystał Stomil Olsztyn, który po serii rzutów karnych pokonał lidera ekstraklasy - Wisłę Płock.

Nafciarze przybyli do Olsztyna po osiągnięciu historycznego wyniku. Zwycięstwo nad Jagiellonią Białystok dało Wiśle awans na pierwsze miejsce w tabeli ekstraklasy i był to pierwszy taki przypadek. Wysoka pozycja drużyny Radosława Sobolewskiego nie mogła jednak dziwić, ponieważ ta wygrywa od kilku tygodni mecz za meczem, a swoją dobrą passę chciała podtrzymać właśnie podczas pucharowego starcia ze Stomilem.

Tak jak można było się spodziewać, wspomniany Sobolewski dokonał w swoim zespole kilku roszad. Trener nie mógł skorzystać m.in. z usług Jakuba Rzeźniczaka, u którego zdiagnozowano wirusowe zapalenie opon mózgowych i w tym roku na pewno nie zobaczymy go już na boisku. W zmienionym składzie, ale to jednak goście byli uważani za zdecydowanego faworyta do tego, by zameldować się w 1/8 finału Pucharu Polski.

Zgodnie z przewidywaniami, to właśnie Wisła miała od początku meczu więcej do powiedzenia i prezentowała lepszy futbolu, problem w tym, że kompletnie nic z tego nie wynikało. Spotkanie toczyło się w sennej atmosferze, a kibice zamiast odważnych prób złamania obrony rywala i dobrego tempa, musieli rozejrzeć się za mocną kawą, by, po pierwsze - nie zasnąć, po drugie - jeśli byli na stadionie, nieco się rozgrzać.

Po pierwszej połowie, na którą należało spuścić kurtynę milczenia, piłkarze Stomilu Olsztyn powinni dojść do wniosku, że rywal wcale nie jest tak groźny jakby mogła wskazywać na to jego pozycja w tabeli ekstraklasy. Żeby jednak zmusić go do wysiłku i przetestować, niezbędne było przyspieszenie gry i więcej odwagi w konstruowaniu ataków.

Jak się okazało, gospodarze faktycznie zaczęli podkręcać tempo, a prym w ich atakach wiódł Grzegorz Lech. Brakowało jednak dokładności i celności, ale dla Wisły było to jasny sygnał ostrzegawczy, na który Sobolewski należycie zareagował, wpuszczając na boisko m.in. Mateusza Szwocha.

Sytuacja gości pogorszyła się w 71 minucie, kiedy to drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Oskar Zawada i Wisła musiała już do końca zawodów radzić sobie w osłabieniu. Stomil liczebnej przewagi w regulaminowym czasie wykorzystać nie zdołał i dlatego sędzia był zmuszony zarządzić dogrywkę.

Gra płocczan się nie układała, dlatego na boisku musiał w końcu pojawić się najlepszy piłkarz Wisły, a więc Dominik Furman. Kapitan Nafciarzy miał uspokoić grę i wnieść dodatkowy atut w postaci stałych fragmentów gry.

Także dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia i dlatego o losach rywalizacji musiały zadecydować rzuty karne. W nich lepiej spisali się piłkarze Stomilu i to oni zameldowali się w 1/8 finału Totolotek Pucharu Polski.

 

gar, PiłkaNożna.pl

Dodaj komentarz


Dodatkowe informacje