Piotr Skałbania: Dmuchać w jedną trąbę

Piotr Skałbania opowiedział o początku sezonu w wykonaniu Oskara i wyraził nadzieje związane z przyszłością beniaminka z Przysuchy.

Przez półtora miesiąca gry w III lidze przeżył pan chyba więcej emocji niż przez cały poprzedni sezon?
Z pewnością początek sezonu 15/16 przyniósł nam sporo emocji. Niestety, jak na razie więcej jest tych negatywnych. Nikt jednak nie chce juz wracać do sytuacji w meczu z Bronią, czy ze Startem. Rozmawialiśmy z trenerem na ten temat i wspólnie stwierdziliśmy, że taka jest po prostu piłka, a szczęście w naturze równa się zero, więc liczymy na to, że to co los nam odebrał jeszcze zwróci. Negatywne sprawy analizujemy po weekendzie i chowamy głęboko do szafy, by z optymizmem i ze sportową złością podchodzić do kolejnych spotkań. Czy emocji było więcej?  Raczej nie. Poprzedni sezon, zarówno ja, jak i fani Oskara zapamiętają na długo. Chociażby barażowy horror przy Radomskiej... W końcu po to gramy, aby przeżywać emocje wraz z kibicami.

Zacznijmy od meczu w Radomiu z Bronią. Sporo niezdrowych emocji i niezasłużony remis. Szkoda tych dwóch punktów.
Proszę mi wierzyć, że zebraliśmy masę komplementów od ludzi znających się na piłce za to spotkanie i to wolałbym z tego meczu zapamiętać. Na pewno żal 2 punktów, ale dużo łatwiej mi to przyjąć, słysząc pana słowa, że to niezasłużona porażka. Przed spotkaniem byliśmy pełni wiary w zwycięstwo, bo trener przygotował nam dobry plan na ten mecz oraz dlatego, że dobrze znamy zespół i piłkarzy Broni. Niestety, błąd sędziego, ale też nasz indywidualny przy stracie pierwszej bramki nie pozwoliły nam go zrealizować. Mówi się trudno i jedzie się dalej.

Wygrana z Pilicą była nadzieją na lepsze jutro, a później przyszły trzy kolejne porażki, w tym klęska 2:6 w Łodzi. Czy atmosfera w szatni siadła po tych meczach?
Nikt nie liczy, że będziemy co wyjazd przywozić pełną pulę. Jesteśmy przecież beniaminkiem. Jednak jest w nas wola walki, która musi być naszym przewodnikiem w osiąganiu sukcesów. Porażki bolą tym bardziej, że z przebiegu meczów na pewno nie zasłużyliśmy na takie wyniki. Brakuje nam rozegrania 2-3 meczów na zero z tyłu, żeby nasza sytuacja była nieco lepsza. Domyślam się jednak, że reszta drużyn ma podobny cel. Atmosfera była naszym znakiem rozpoznawczym w IV lidze i tak też będzie tutaj. Razem wygrywamy, razem przegrywamy, razem świętujemy i razem wyciągamy wnioski w naszej szatni. Nie ma co ukrywać, ze chciałoby się częściej cieszyć niż myśleć dlaczego znów „plecy”, ale pozytywnie patrzymy w przyszłość mimo, że wiemy ze nie będzie łatwo. Nasza drużyna może być groźna dla każdego III-ligowca.

W siódmej kolejce utarliście nosa gwiazdorom Legii Warszawa. Remis z rezerwami wicemistrza Polski smakował jak zwycięstwo?
Drużyna jest zbyt młoda i zbyt ambitna, by zadowalać się remisem na własnym stadionie. Dlatego tym bardziej wierzę w nas w kolejnych meczach. Każdy z nas ma szacunek do takich piłkarzy przez duże P jak  Saganowski, Rzeźniczak czy Broź - doskonale znamy ich potencjał, ale w każdym meczu chcemy dawać z siebie 100 procent, pokazywać charakter i kulturę gry, której ciągle uczy nas trener Grzyb. Nie chcę oceniać przeciwników, bo nie jestem od tego. Nam najwidoczniej umiejętności wystarczyło tego dnia na remis, ale nie byłbym sobą gdybym nie powiedział, że moim zdaniem karnego na 3:1 dla Legii nie było.

W meczu z rezerwami Legii dwukrotnie pokonał pan Arkadiusza Malarza. Legia już dzwoniła?
Każdy gol jest bardzo emocjonujący. Zarówno strzelony przez mnie, jak i kolegę z własnej drużyny. Na ekstraklasę jestem za stary i chyba za słaby (śmiech). Poza tym telefon z Legii nigdy nie był moim marzeniem. To już się spełniło, kiedy strzeliłem bramkę w barwach Radomiaka. Mam oczywiście kolejne marzenia, ale...  nie miejsce, nie pora.

Ma pan na koncie cztery bramki. Jest pan zadowolony z tego rezultatu?
Oddałbym wszystkie za punkty. Bramki zawsze cieszą, ale nie jest najważniejsze kto je zdobywa. Gdyby mi na tym zależało kłóciłbym się z Małym, czyli Jakubem Sapieją, o to kto ma strzelać rzuty karne (śmiech). Nie robię tego, bo jest w tym bardzo dobry. Teraz niech każdy robi to co najlepiej potrafi, na podsumowania przyjdzie czas.

Czy Oskar ma potencjał, aby utrzymać się w III lidze po reformie?
Nie mamy w składzie indywidualności, ale mamy drużynę, która może sprawiać częste niespodzianki! Czy to wystarczy to wyjdzie w praniu. Jestem przekonany, że trener wie nad czym musimy pracować, by wyniki poszły do przodu, a my to poprawimy. Na pewno musimy mniej tracić. Wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Od rezerwowych przez obrońców po napastników.

Jest już pan w Oskarze ponad dwa lata. To najdłuższy pobyt w jednym klubie od czasów juniorskich. Z czego to wynika?
Moim celem na początku przygody piłkarskiej było granie co sezon w wyższej lidze. Kiedy od okręgówki doszedłem do III ligi, okazało się, że w Radomiaku konkurencja jak na czołową drużynę rozgrywek była zbyt mocna i nie miałem cennych minut dla siebie na tym poziomie. Odszedłem po minuty do również III-ligowego Orła. Tam jednak po pół roku nie mogłem porozumieć się z prezesem odnośnie nowej umowy, więc drogi się rozeszły. Potem po prostu uznałem, ze świata nie zawojuje, propozycji nie było, dlatego zacząłem pracę i dodatkowo grałem w klubach okręgowych. A że Oskar wygrał IV ligę, więc siłą rzeczy jestem znów w III lidze. Propozycje pojawiały się z III i niższych lig, ale ja w Przysusze czuję się doceniony i szanowany, co daje mi radość. Klub jak na III ligę jest dobrze zorganizowany, ma młody i ambitny zarząd, który na mnie liczy i nie chce się mnie pozbywać. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo (śmiech). Ponadto drużyna jest zżyta ze sobą i świetnie się dogadujemy. Na pewno trzyma mnie też to, że jest dla kogo grać. Na Oskara przychodzi wielu sympatyków i to też czyni ten klub rozpoznawalny w regionie radomskim. Czuje się tu najzwyczajniej w świecie, bardzo dobrze. Oby przychodziły kolejne sukcesy. Na pewno ogromnym byłoby utrzymanie się w tych rozgrywkach.

Dla wielu kolegów z Oskara III liga jest nowością. Pan już grał na tym poziomie w Radomiaku Radom i Orle Wierzbica. Czy coś się w III lidze zmienia? Co według pana jest kluczem do sukcesu na czwartym poziomie rozgrywkowym?
Na pewno różnica między drużynami IV i III ligi jest widoczna. Byliśmy na to przygotowani. Wielokrotnie sparowaliśmy z III-ligowcami, więc znamy potencjał niektórych klubów. W Przysusze jest kilku zawodników z niezłym CV, więc nie można nas spisywać z góry na straty. Kadra w dodatku została wzmocniona. Mimo to trzeba przede wszystkim wystrzegać się błędów indywidualnych, gdyż to lepsi rywale potrafią bezwzględnie wykorzystywać, do tego mocno pracować w defensywie i być skutecznym w ofensywie, szczególnie my jako beniaminek. Ważne byśmy pozostali zjednoczoną drużyną, więc w walce o punkty wszyscy Oskarowcy, kibice, zarząd, zawodnicy, trenerzy muszą dmuchać w jedną trąbę.


Rozmawiał: Kamil SULEJ

Dodaj komentarz


Dodatkowe informacje