W domu rządzi Polonia

W spotkaniu kończącym 5 kolejkę III ligi łódzko-mazowieckiej Polonia Warszawa odniosła pewne zwycięstwo nad Bronią Radom zwyciężając aż 4:0. Gole strzelali Aleksander Tomaszewski, Mariusz Marczak, Marcin Kluska, a samobójcze trafienie zanotował Paweł Ankurowski.

Spotkanie rozpoczęło się z niemałym animuszem, zarówno gospodarze jak i goście napierali nawzajem na siebie. Nie było nam dane długo czekać na pierwszego gola w tym starciu. W 13 minucie Grzegorz Wojdyga dostał podanie na lewej stronie boiska, podbiegł kilkanaście metrów, wycofał do Tomaszewskiego, a ten potężnym uderzeniem zaskoczył Pawła Młodzińskiego. Piłka nabrała takiej rotacji, że nie zdołał jej utrzymać w rękach i wpadła do siatki. Od początku ten mecz nie należał do bramkarza przyjezdnych. Młodziński w 19 minucie nie chcąc ryzykować sparował strzał w bok, choć wydawało się, że spokojnie mógł tę piłkę złapać. Ostatecznie zrobił to tak niefortunnie, że koledzy z zespołu miesili naprawiać ten błąd, gdyż bardzo blisko przejęcia piłki i wyjścia z szybką kontrą były Czarne Koszule. Po czterech minutach na tablicy świetlnej powinien widnieć wynik 1:1. Tak jednak się nie stało, ponieważ zawodnicy Broni nie potrafili wykorzystać świetniej okazji. Dominik Leśniewski miękko dośrodkował w pole karne, w którym czekało dwóch graczy gości. Pierwszy z nich minął się z piłką, natomiast drugi nie trafił w bramkę z dwóch metrów. Na pochwały zasługuje Piotr Kosiorowski, który pomimo niestrzelenia gola w tym meczu był istnym murem nie do przejścia. Przechwytywał, odbierał, podawał - bardzo, ale to bardzo dobre spotkanie na jego koncie. W 36 minucie wydawało się, że przepiękną akcję Zbigniew Obłuski zwieńczy golem i wszystko byłoby prawidłowo gdyby nie fakt, że napastnik Polonii znajdował się na pozycji spalonej. Trzeba przyznać, że cała akcja została przeprowadzona perfekcyjnie, obrona Broni błądziła jak we mgle. Po trzech minutach wszyscy kibice łącznie z dziennikarzami wstali z krzeseł i zaczęli bić brawa. Marczak dostrzegł wysuniętego bramkarza gości i zdecydował się na lob z około 40 metrów. Nietrudno zgadnąć, że ta sztuka wyszła mu idealnie. Sympatycy Polonii będą mieli nie lada zagwozdkę, która ładniejsza padła bramka - przed tygodniem w meczu z Wartą Działoszyn autorstwa Obłuskiego czy dzisiejsza Marczaka. Pod koniec pierwszej części mogliśmy obejrzeć bramkę samobójczą. Obłuski przebiegł lewym skrzydłem, minął bramkarza i mógł skierować piłkę do siatki, ale ta odbiła się od obrońcy gości i wypadła na rzut rożny przy okazji mijając słupek w niebezpiecznej odległości.

Druga połowa to opanowanie sytuacji na boisku przez Polonię, kontrola przebiegu i spokojne rozgrywanie piłki. W 56 minucie kapitalną akcję zmarnował Obłuski. Poloniści wymienili ze sobą około 10-12 podań w bardzo krótkim odstępie czasu, co z perspektywy kibica wyglądąło jak zabawa w berka z zawodnikami Broni. W sytuacji sam na sam pomylił się i posłał piłkę obok bramki. Po minucie znów szansa snajpera Polonii i znów niewykorzystana. Po siedmiu minutach padła trzecia bramka dla gospodarzy. Dobre podanie w tempo Tomaszewskiego wykorzystał Kluska, który pewnie umieścił piłkę w siatce obok bezradnego Młodzińskiego. Nie minęły dwie minuty, a na tablicy widniał wynik 4:0. Autorem gola był obrońca Broni Radom, Paweł Ankurowski, który tak niefortunnie wybijał futbolówkę po dośrodkowaniu Marcina Bochenka, że bramkarz gości mógł tylko przyjrzeć się jak ta zatrzepotała w bramce. Po tym wydarzeniu na boisku w dalszym ciągu trwała wymiana ciosu za ciosem, przyjezdni nie dawali za wygraną i bardzo chcieli zmniejszyć straty, jednak próby nie szły w parze ze skutecznością. 


Maciej PAJDA

Dodaj komentarz


Dodatkowe informacje