Ryszard Wieczorek: Ciągła budowa

Legionovia jest gruntownie zmieniana w każdym oknie transferowym. Nie inaczej było latem w czasie którego pożegnano 15 piłkarzy. Jak w tak trudnych warunkach pracuje się Ryszardowi Wieczorkowi?

Jak pan podsumuje początek sezonu w wykonaniu Legionovii?
Trzeba zacząć od tego, że jesteśmy w fazie ciągłej budowy. Miało to wyglądać trochę inaczej, ale niestety nie udało się utrzymać kilku zawodników. Mówię o Wiktorskim, braciach Wolsztyńskich, w ostatniej chwili także mój syn zmienił plany. Lato to zawsze taki okres, że ci lepsi szukają klubu w wyższych klasach rozgrywkowych, w lepszych klubach. W związku z osłabieniami od samego początku musieliśmy na nowo się zgrać, co miało duży wpływ przede wszystkim na wyniki. O dziwo sama gra wygląda dobrze, tyle że nie jest skuteczna. Nie tylko w ofensywie, ale również defensywie. Na niektórych pozycjach widziałbym to inaczej, ale nie ma takiej możliwości.

Zimą liczył pan, że uda się w Legionowie zbudować coś na dłużej. Rzeczywistość okazała się inna. Stracił pan nie tylko podstawowych zawodników z pola, ale i obu bramkarzy.
Odejście bramkarzy było celowym działaniem, ponieważ stracili oni status młodzieżowca. Moje podejście do gry jest takie, że potrzebuję zawodników grających lepiej w piłkę w polu, a to gwarantują bardziej ograni piłkarze. Wiktorskiego nie byliśmy w stanie zatrzymać. Raz z powodów ekonomicznych, a w dwa ze strony jego rozwoju. Miał on kilka propozycji, a przyjął tę z Zagłębia Sosnowiec, która była dla nas nieosiągalna. To samo można powiedzieć o przypadku braci Wolsztyńskich. O tym, że gramy obecnie dobrą piłkę w dużej mierze decydują ci, którzy zdecydowali się zostać w Legionovii. Wystarczy wymienić Garygę, Golińskiego, Grzelaka, Milewskiego czy Wójcika. Cieszę się, że przyszli piłkarze z zewnątrz, którzy szybko zaczęli być wyróżniającymi się postaciami w zespole, czyli Koziara, Krotofil, Płonka i Wodecki. To są zawodnicy, których znam i wiem, że w dobrej dyspozycji fizycznej poradzą sobie na tym poziomie.

Wspomniał pan o Sebastianie Milewskim. Jest to młodzieżowy reprezentant Polski, uważany za talent sporego kalibru. Czy II liga to odpowiednie miejsce dla rozwoju jego umiejętności?
Z młodymi zawodnikami bywa tak, że dzisiaj dobrze grają, a jutro może być problem. Nie ukrywam, że bardzo zabiegałem, żeby Milewski został sprawdzony w reprezentacji przez trenera Janasa. Przez tydzień był on na obozie Wisły Płock i tam dobrze się pokazał. Regularnie rozmawiam z Milewskim i on zdaje sobie sprawę, że w jego wieku najważniejsza jest gra. Jeżeli zdecyduje się transfer do wyższej ligi to nikt mu jej nie zagwarantuje. Opierając się na pomyśle i sposobie gry, który nam przyświeca ma mocną pozycję i nie ma presji, że może wypaść ze składu. Oczywiście, jak będzie w słabej formie to nie będzie grał. Myślę, że w niedalekiej przyszłości zrobi krok do przodu, ale na ten moment pozostanie w Legionowie było dobrym ruchem z jego strony. Milewski dobrze czuje się w drużynie, nie kalkuluje się, nie boi się o miejsce w składzie. Największym wrogiem młodego zawodnika jest niepewność, bowiem właśnie wtedy nie potrafi sprzedać własnych umiejętności.

Sporo pan już widział w polskiej piłce. Czy pamięta pan sytuację - jaka zdarzyła się w meczu derbowym przy Konwiktorskiej - przerwania meczu z przyczyn losowych?
Przeżyłem podobną sytuację w Pucharze Polski z Groclinem. Gramy, gramy, aż nagle nadciągnęła ogromna mgła i kontynuowanie meczu było niemożliwe. Dograliśmy spotkanie na drugi dzień o 10:00.

Czy ma pan problem z dziewiątką w Legionovii?
Wspominałem, że nie do końca udało się ściągnąć piłkarzy, których chcieliśmy. Trafili do nas zawodnicy dostępni na rynku, chcący wypromować się u nas. Na ten moment skoro Wójcik gra na dziewiątce to znaczy, że wygrywa rywalizację z Ciachem i Jovanoviciem. Niech to posłuży za cały komentarz.

Odra Opole i Raków Częstochowa w ciągu kilku kolejek odjechały reszcie stawki. Czy uważa pan, że te dwie drużyny nie oddadzą do końca sezonu miejsc premiowanych awansem?
Jeżeli chodzi o Odrę to jej pozycja jest efektem rozpędu beniaminka. Przeciwnicy jeszcze nie nauczyli się grać przeciwko tej drużynie. Odra jest powiem świeżości, po wygraniu III ligi i baraży weszła z impetem w nowy sezon. W tym zespole nie brakuje bardzo dobrych piłkarzy, jak na przykład bracia Gancarczykowie. Na razie II-ligowcy traktują Odrę jako beniaminka, próbują grać z nią ofensywnie, co kończy się zwykle stratą bramki. Kiedy rywale nauczą się grać z opolanami to nie będzie już tak lekko, łatwo i przyjemnie. Co do Rakowa to jest to zespół budowany pod kątem I ligi. W Częstochowie nie brakuje dobrych nazwisk, rywalizacja stoi na bardzo wysokim poziomie. Według mnie Raków jest faworytem numer 1 do awansu. W pozostałej grupie będzie sporo rotacji, wszystko będzie zależało od dyspozycji dnia, ponieważ jest kilka klubów myślących o promocji.


MazowieckaPiłka.pl 

Dodaj komentarz


Dodatkowe informacje